wtorek, 9 listopada 2010

Silverymoon, cz. 3

Silverymoon, 18 Eleasias 1378 RD
Misha siedziała wyraźnie zniechęcona w niewielkiej sali wykładowej. Nie była tu sama, razem z nią na wykład z historii magii czekały jeszcze dwie inne uczennice i dwóch innych uczniów Kolegium Pani. Misha spojrzała na nich i powtórzyła sobie w duchu, że całej czwórki ma już dość. No dobrze, nie całej czwórki. Corlean, księżycowy półelf, był jeszcze znośny. Właściwie dało się całkiem go lubić. Ale pozostała trójka…
Calai yn Dorean el Jabril był typowym calishytą, dumnym, przekonanym o własnej wyższości w porównaniu z resztą uczniów i nieograniczonym potencjale magicznym. Zwłaszcza w porównaniu z „barbarzyńską dziewczyną”. Przy tym okazywał tą wyższość na każdym kroku, ani na chwilę nie dając o niej zapomnieć. Gdyby nie ograniczenia dotyczące magii nałożone na miasto, pomyślała złośliwie Misha, już dawno jego wyższość spotkałaby się z gorącym powitaniem.
W okazywaniu wyższości konkurowała z nim z powodzeniem Ereanna Lenortien, złota elfka. Jej rodzina wprawdzie mieszkała w Silverymoon, niemniej elfka najwyraźniej wyniosła z domu wrodzone poczucie „bycia lepszą”. Rozmowy Ereanny i Calaia były zwykle ciekawe i dostarczały Mishy sporej zabawy. Zwłaszcza, gdy jej samej udawało się wetknąć szpilkę czy dwie.
Ostatnią osobą w klasie była Hrungda, półorczyca. Prawdę powiedziawszy, w jej przypadku Misha odczuwałaby tylko pewien dyskomfort, gdyby nie fakt, że dziewczyna zbyt często używała wobec innych uczniów swej przewagi fizycznej. Kilka razy była za to już karana przez nauczycieli.  Bez widocznego rezultatu. Misha podejrzewała, że takie zachowanie wynikał z jej półorczej natury, niemniej nie potrafiła się w żaden sposób przemóc wobec osoby, która kilkakrotnie wykorzystywała swą siłę przeciwko niej.
Rozważania Mishy przerwało ciche skrzypnięcie otwieranych drzwi. Do sali bowiem weszła nauczycielka. Nowa nauczycielka. Misha skrzywiła się wyraźnie, widząc kogo przysłano tym razem. Nową nauczycielką była bowiem niewysoka i szczupła księżycowa elfka, odziana w dość proste szare szaty. Jej czarne włosy były zaczesane w tył, odsłaniając spiczaste uszy w których osadzono kolczyki o kształcie dzwoneczków. Elfka uśmiechając się ciepło, podeszła do niewielkiego stołu, przeznaczonego dla nauczyciela, po czym odwróciła się w stronę uczniów. Uczniowie – w tym Misha, zareagowali na ten widok identycznie. Zapletli ręce, z lekko naburmuszoną i hardą miną, jakby starali się tym samym oświadczyć elfce „nie poradzisz sobie z nami”. Jeśli elfka zauważyła tą postawę, to nie dała tego po sobie poznać, wciąż uśmiechając się lekko.
- Witajcie – odezwała się spokojnym głosem. – Zostałam tutaj przysłana jako nowa nauczycielka w Kolegium Magii, gdyż dano mi do zrozumienia, iż jako grupa sprawiacie najwięcej problemów w całym Kolegium Pani. Ja nazywam się Seanseene. Możecie się zwracać zatem do mnie „Mistrzyni Seanseene”. Mym zadaniem jest wpojenie wam pewnych podstawowych informacji na temat historii magii. Informacji nieco bardziej rozbudowanych niż to, czego nauczyliście się dotąd.
Pięć par oczu utkwionych w elfce wyrażało co najmniej zwątpienie co do tego faktu. Niemniej elfka nie wyglądała bynajmniej na przejętą tym faktem.
- Skoro wiecie już coś o mnie, chętnie usłyszę coś o was. Może zaczynając od ciebie, etriel – Seanseene spojrzała na Ereannę. Złota elfka wykrzywiła tylko usta w lekko drwiącym uśmieszku.
- Jestem Ereanna, ze szlachetnego Domu Lenortien – powiedziała z dumą w głosie. – I żadna szara małpa nie będzie mi rozkazywała.
Seanseene uśmiechnęła się tylko, leciutko i złośliwie, uśmiech jednak nie objął jej oczu.
- Istotnie, najwyraźniej szlachectwo widać na pierwszy rzut oka – odparła nauczycielka. - Ludzie mawiają, że po dźwięku wydanym po uderzeniu da się poznać jakość kruszcu. Dla mnie nie brzmiało to jak złoto. Przypominało bardziej pozłacaną cynę … - te słowa Seanseene wyraźnie zmiotły uśmieszek z ust złotej elfki. Jej złotawe policzki pociemniały, zaciśnięte usta pobielały, eflka zerwała się ze swego miejsca.
- Jak śmiesz – wrzasnęła – obrażać lepszych od siebie, ty…
Seanseene spojrzała Ereannie w oczy, uniosła tylko lekko dłoń i uniosła brew. Spokojna reakcja szybko powstrzymała potok słów złotej elfki.
- Nie obrażam tych, którzy są lepsi ode mnie, etriel – powiedziała spokojnie Seanseene. – A teraz usiądź i wyciągnij wnioski z moich słów, albo usadzę cię sama.
Słowa te spowodowały reakcje półorczycy, która wstała i wyciągnęła się na swoje sześć stóp, wyraźnie górując nad niską elfką.
- Mnie też posadzisz, elfko…? – w jej głosie zabrzmiała wyraźna groźba, lecz spojrzenie jakie półorczyca posłała Seanseene zostało odwzajemnione takim chłodem i spokojem, że Hrungda odchrząknęła i sama usiadła. Ereanna po chwili wahania zrobiła to samo.
Misha była pod wrażeniem. Nie sądziła, że elfka samym spojrzeniem i kilkoma słowami będzie w stanie opanować obie jej towarzyszki. Nie miała jednak ochoty dać się zastraszyć byle elfce. Ostatecznie miała reputację do podtrzymania. Reputację przybranej córki drowki. A zatem reputację osoby, która nie boi się byle kogo i nie kłania byle komu. Uniosła zatem hardo głowę i spojrzała na elfkę, czekając na swoją kolej. Seanseene tymczasem spojrzała na calishyckiego młodzieńca, który również hardo uniósł głowę i wypowiedział kilka słów w języku, który Misha nauczyła się już rozpoznawać jako jego rodzime alzhedo. Ku zdziwieniu dziewczyny, elfka odpowiedziała mu w tym samym języku, uśmiechając się nieco drwiąco. Chłopak w pierwszej chwili chciał się poderwać, wyraźnie podenerwowany odpowiedzią, widząc jednak twarde spojrzenie elfki oklapł na swym miejscu i skłonił lekko głowę. Seanseene skinęła lekko głową z satysfakcją.
- To nam zostawia dwie osoby. Co ty powiesz o sobie? – Seanseene w końcu spojrzała na Mishę, jej uśmiech nie znikał.
- Co powiem? – Misha uśmiechnęła się wrednie, uśmiechem podpatrzonym u swej przybranej matki. – Powiem, że powinnaś się mnie obawiać. A jeszcze bardziej mej matki, jeśli zrobisz cokolwiek co jej się nie spodoba.
- Ojejej… - w spojrzeniu i wyrazie twarzy elfki nie widać było przejęcia, a raczej rozbawienie. – A kim jest twoja matka? Czerwoną Czarodziejką z Thay? A może Nadworną Czarodziejką Cormyru? Bo z pewnością nie jest nią Lady Alustriel.
Misha poczerwieniała, wygładzając swe jasne, nieomal białe włosy.
- Moja matka jest drowką, darthiir – wybuchła. – To znaczy przybrana matka. Ale kocha mnie jak prawdziwa. Jak zrobisz zatem cokolwiek co mi się nie spodoba, będziesz miała do czynienia z drowką, ot co! I to z rozgniewaną drowką!
Takie oświadczenie zwykle wystarczało do zbicia z tropu dowolnego z dotychczasowych nauczycieli, którzy wiedzieli, iż przynajmniej w części jest ono prawdziwe. Nie tym razem jednak.
Tym razem nauczycielka, wciąż rozbawiona spojrzała jej w oczy.
- Ciekawe na kogo byłaby rozgniewana owa drowka, gdyby dowiedziała się jak jej córka marnuje okazję do nauki. Okazję, za którą zapewne owa drowka niemało płaci. Chcesz z nią o tym porozmawiać?
Misha pobladła i umilkła.
- Doskonale. – Elfka spojrzała na Corleana. – Czy ty może zechcesz jeszcze coś dodać?
Półelf pokręcił tylko głową. Seanseene z satysfakcją skinęła.
- Zatem zaczniemy naszą lekcję.

1 comments:

Deithwen pisze...

Fajne, choć jak dla mnie Sinzyne jest tu za mało złośliwa, swoją drogą ciekawym co odparła calishycie ;)