czwartek, 26 sierpnia 2010

Silverymoon


Jeśli ktoś zastanawia się, co się dzieje z Sinzyne... oto odpowiedź.

Silverymoon, 10 Eleasias 1378 RD
Był wczesny poranek. Marvick i Falwyn, stojący tego dnia na straży przy południowo-zachodniej bramie Silverymoon z lekkim znudzeniem obserwowali leniwie mijające ich kolumny wozów wiozących towary na targowiska miejskie, oraz masy ludzi wchodzących do miasta. Znudzenie tym faktem oznaczało, iż obaj pogrążeni byli głęboko w rozważaniach na temat tego, co zrobią po służbie. Marwick w myślach już widział się z kielichem wina w Tańczącym Koźle, zaś myśli Falwyna, jak każdego nowożeńca, krążyły wokoło jego oblubienicy. Nie zwróciliby zatem uwagi na niewysoką i szczupłą, czarnowłosą księżycową elfkę, niosącą na rękach dwójkę mocno opatulonych dzieci – i niewielki tobołek na plecach - gdyby owa elfka sama do nich nie podeszła.
- Chcę zobaczyć się z waszym komendantem – powiedziała wprost, spoglądając strażnikom w oczy, do czego musiała unieść  dość mocno głowę.
Strażnicy spojrzeli po sobie, lekko zaskoczeni, potem nieco podejrzliwie spojrzeli na dzieci, trzymane przez elfkę.
- Jeśli czegokolwiek potrzebujesz, Pani, możesz poprosić nas o pomoc, nie ma sensu niepokoić komendanta… - zaczął jeden ze strażników, lecz przerwał, gdy elfka energicznie pokręciła głową, a kolczyki w jej uszach, kolczyki o bardzo skomplikowanym kształcie, zabrzęczały cicho.
- Sprawa jest delikatna. Wymaga obecności zarówno oficera tutejszej straży jak i jednego z magów tamże służących. Sprawa którą do nich mam wymaga odpowiedniej dyskrecji. I nie, nie mam zamiaru rozstawać się z moimi dziećmi. – Elfka zmrużyła lekko oczy mówiąc ostatnie słowa, zaś strażnicy drgnęli niespokojnie, niepewni, czy elfka magicznie czyta im w myślach czy wyłącznie trafnie zgaduje.
Marvick spojrzał na swojego towarzysza, potem westchnął.
- Stanie się, jak sobie życzysz, Pani. Zostań tutaj proszę z mym towarzyszem, podczas gdy ja powiadomię odpowiednie osoby. – To powiedziawszy, strażnik odwrócił się wchodząc do strażnicy przy bramie.
Jego  nieobecność trwała tylko kilka chwil. Gdy wyszedł ze strażnicy, sytuacja była identyczna jak w momencie gdy do niej wchodził – elfka, trzymając dzieci, stała obok Falwyna, zaś wozy i piesi leniwie udawali się do miasta – bądź je opuszczali. Strażnik westchnął ponownie i podszedł do elfki, skłaniając się jej lekko.
- Postąpiłem zgodnie z twym życzeniem, Pani, przekazałem wiadomość – skłonił się lekko. – Niebawem powinien się ktoś zjawić. Tymczasem, jeśli zechcesz odpocząć w strażnicy i poczekać chwilę…
Elfka skinęła tylko, z wdzięcznością jak się wydawało, po czym weszła do strażnicy. Marvick i Falwyn mogli zaś wrócić do tego co robili przed chwilą, nie zdając sobie sprawy z tego, co wprawili w ruch.
***
Seansene rozejrzała się po niewielkim pomieszczeniu strażnicy. Nie przejęła się panującym tam lekkim nieładem. Delikatnie położyła swoje dzieci na jednym z posłań, na którym w nocnych godzinach odpoczywali mający służbę strażnicy. Uśmiechnęła się leciutko, spoglądając na swą córkę i w duchu podziękowała Selune za opiekę. Cóż, Helm najwyraźniej nie obdarzył obu strażników wystarczającą czujnością, by mogli oni dostrzec za warstwą tkanin obsydianowo-czarną skórę maleństwa. Elfka usiadła obok swoich dzieci i z typowo elfią cierpliwością, rozglądając się leniwie po pomieszczeniu, czekała na pojawienie się komendanta i maga ze straży.
Nie czekała długo. Dwaj mężczyźni pojawili się w pomieszczeniu w błysku teleportacji w czasie, który nie starczyłby jej na doliczenie do tysiąca, gdyby takie ludzkie rozrywki ją bawiły. Pierwszym z nich był elf, będący wyraźnie tym czarodziejem, któremu obaj mężczyźni zawdzięczali pojawienie się w pomieszczeniu. Drugi, półelf sądząc z wyglądu, miał na sobie kolczugę, zaś u pasa miecz. Wyraźnie nie potrzebował – lub nie uważał za konieczne – zakładać cięższego pancerza. Jeśli któryś z mężczyzn zauważył kolor skóry jednego z niemowlaków, nie dał tego po sobie poznać. Obaj natomiast skupili swe spojrzenia na elfce, która wstała i dygnęła dwornie.
- Pani – elf jako pierwszy się odezwał. – Pragnęłaś rozmawiać z komendantem straży i tamtejszym magiem w istotnej i wymagającej dyskrecji sprawie. Wprawdzie nie byliśmy w stanie spełnić wszystkich twych warunków Pani, niemniej sądzę, iż obecność kapitana straży, Jaleana Silvercloaka – elf skinął lekko w stronę drugiego z mężczyzn – wystarczy do tego byś mogła przedstawić nam swój problem. Ja sam zwę się Jorus Azuremantle i jestem magiem ze Straży Czarów z Silverymoon. Zechcesz zatem opowiedzieć nam o przyczynie swej tak niezwykłej prośby?
Elfka uśmiechnęła się odrobinę, skinęła nieznacznie głową.
- W istocie, uczyniono więcej niż zadość mej prośbie. Zatem przedstawię po prostu co mnie sprowadza do Silverymoon i czego szukam w tym mieście. Pragnę nauczać – i uczyć się – w Kolegium Pani. Pragnę również móc w spokoju wychowywać swoje dzieci – elfka skinęła lekko ku parze niemowląt, śpiących na łóżku jednego ze strażników. Pragnę czynić to w spokoju, nie mając złych zamiarów wobec mieszkańców Silverymoon ani samego miasta. Niemniej niektórzy mogą mieć coś przeciwko mej obecności…
- Przeciwko twej obecności, Pani? – elf przerwał jej melodyjnym głosem, uśmiechając się lekko. – Nie sądzisz chyba, że w Silverymoon elfy stanowią rzadkość? Albo co gorsza, są źle traktowane? – Sam głos elfa wskazywał, iż uważa całe swe zdanie za delikatny żart, nie mający w żaden sposób urazić rozmówczyni. Niemniej Seansene uśmiechnęła się tylko lekko, po czym uniosła lekko brew.
- Jeśli obiecacie nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, pokażę co mam na myśli – odparła spokojnie elfka.
- Nie jesteś chyba sukubem w przebraniu, Pani? Nie obawiaj się, niewiele może nas zask… na miłość Seldarine – elf mimo wszystko nie zdołał się powstrzymać od sięgnięcia dłonią ku różdżce, gdy iluzja opadła z elfki, ukazując jej prawdziwe oblicze - drowki. Drowki o srebrzystych włosach, spoglądającej na obu mężczyzn oczami barwy zachodzącego słońca. Kapitan Silvercloak również wykonał ruch jakby chciał sięgnąć po miecz, lecz powstrzymał się. Drowka rozłożyła ręce, w geście pokoju.
- Nie, nie jestem sukubem – odparła cicho, mrużąc lekko oczy. – Niektórzy jednak zapewne woleliby spotkać się z sukubem niż ze mną. Jestem Sinzyne Ousstlar. Zaś swój powód przybycia do Silverymoon przedstawiłam.
Elf spojrzał na dworkę, a dotychczas obecny tam uśmiech zniknął.
- Zaiste, przedstawiłaś go… Pani. – Elf przymknął oczy i wziął głęboki oddech, po czym skinął. – Twoja prośba zostanie przedstawiona dalej, odpowiednim osobom, oraz rozważona. Nie będziemy czynić wstrętów twej obecności w mieście. Nie zabronię też korzystania z tej iluzji, którą skryłaś swą prawdziwą postać przed nami, pozwoli ona istotnie na uniknięcie niepotrzebnego zamieszania. Niemniej do czasu otrzymania innego polecenia, proszę być zawsze miała przy sobie to – elf sięgnął do niewielkiej sakiewki przy pasie, podając drowce naszyjnik z niewielkim medalionem o kształcie diamentu i szepcząc przy okazji kilka słów. – To pozwoli nam cię znaleźć, jak się zapewne domyślasz. Innej właściwości tego przedmiotu prawdopodobnie nie potrzebujesz. Gdyby było inaczej, nie zbliżyłabyś się nawet do bram miasta.
Sinzyne skinęła lekko na słowa elfa, przywracając iluzję elfki.
- Coś jeszcze?
- Tak – odparł elf. – Zatrzymaj się Pod Złotym Dębem. Tam będziemy cię szukać, gdy rozważymy twą prośbę. Teraz zaś jeśli pozwolisz…
Drowka skinęła ponownie, z leciutkim uśmieszkiem.
- Pozwolę, Panie. Słodkiej wody i radosnego śmiechu do następnego spotkania.
Elf uśmiechnął się niedostrzegalnie.
- Istotnie, słodkiej wody… - elf wykonał nieznaczny gest i wypowiedział kilka słów, po czym obaj mężczyźni zniknęli.
Sinzyne westchnęła cicho, po czym wzięła dzieci i opuściła strażnicę, skinąwszy po drodze obu strażnikom. Następnie weszła do miasta, udając się w wyznaczone miejsce.
***
- Wierzysz jej? – spytał kilka minut później Jalean swego elfiego towarzysza.
- Czy jej wierzę? Tak – elf uśmiechnął się nieznacznie. – Czy jej ufam? Z pewnością nie.
- Więc dlaczego…?
- Dlaczego nie powiadomiłem strażników o wpuszczeniu do miasta drowki? Po pierwsze, doszła do miasta nie napotykając na opór barier chroniących miasto. To o czymś w jej przypadku świadczy. Po drugie, nie próbowała się ukrywać i nie została odkryta przypadkiem. To też pozytywny znak. Po trzecie – elf uśmiechnął się kwaśno – wiedziałem, że może przybyć do miasta. Dlatego pojawiłem się osobiście, zamiast przysłać kogoś w zastępstwie….
- Wiedziałeś? Skąd? – półelf przerwał swojemu towarzyszowi wyliczankę.
- Zdziwiłbyś się. Powiedzmy tylko, że wieść iż ona może próbować dostać się do Silverymoon przybyła do nas z Waterdeep, z bardzo wiarygodnego źródła. I z prośbą, by ją obserwować, ale nie czynić jej wstrętów. A po czwarte… jej prośba była szczera. Podejrzewam, że pragnie po prostu pokierować dokładniej edukacją swej przybranej córki, którą ukryła jakiś czas temu w Silverymoon.
- I co jeszcze podejrzewasz?
Tutaj elf uśmiechnął się ponownie.
- Podejrzewam też, że doskonale przewidziała ona całą sytuację i wnioski jakie możemy wyciągnąć z jej zachowania. Niemniej jednak pozostanie pod wystarczającą i dostatecznie dyskretną obserwacją byśmy mieli pewność, że w istocie nie zaszkodzi ona naszemu miastu. A teraz przestań już o niej myśleć Jaleanie. Wszystko będzie dobrze…

0 comments: