poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Silverymoon, cz. 2


Silverymoon, 14 Eleasias 1378 RD
Piąty dzień Pod Złotym Dębem, przypominał Sinzyne cztery poprzednie. Owszem, sama karczma była bardzo przyjemna. Wystrój pokoi oraz dąb rosnący w środku głównej sali przypominały jej miejsce, w którym mieszkała przez ostatnie pół roku. Niemniej jednak czuła się coraz bardziej niczym dziki kot zamknięty w klatce. Chciała, by zdarzyło się coś co przerwie monotonię i rutynę upływających dni.
Jak wiadomo, trzeba uważać czego się sobie życzy, bo takie życzenie może się spełnić. Tak też stało się w tym przypadku. Popołudniem tegoż dnia, zaraz po tym, jak nakarmiła dzieci i sama zjadła obiad, Sinzyne usłyszała ciche pukanie do drzwi.
- Wejść – powiedziała, przekonana, iż jest to służąca mająca zabrać tacę z naczyniami po obiedzie. Osoba, która weszła do komnaty nie była jednak służącą.
Gościem okazała się wysoka i szczupła srebrnowłosa kobieta, odziana w elegancką, acz prostą suknię. Sinzyne, spoglądając na nią, dostrzegła również mignięcie stali za drzwiami – strażników, którzy ustawiali się przed wejściem do jej pokoju.
- Fascynujące – mruknęła do siebie, skrywając to mruknięcie przez powstanie i nieznaczne dygnięcie  przed wchodzącą kobietą. Gdyż drowka nie miała wątpliwości, kim jest jej nieoczekiwany gość. Nie potrzeba było wielkiej znajomości miasta, by na pierwszy rzut oka poznać Panią Alustriel, władczynię Silverymoon.
Alustriel rozejrzała się po pokoju z uśmiechem, nieco cieplejszym w momencie gdy jej wzrok na chwilę zatrzymał się na gaworzącej cicho dziewczynce i śpiącym już chłopcu. Po chwili spojrzała, wciąż uśmiechnięta na drowkę, ukrytą pod iluzją elfki.
- Witaj Sinzyne – odezwała się melodyjnym głosem. – Jesteś zaskoczona mą wizytą?
Sinzyne uniosła tylko lekko brew i odpowiedziała lekkim uśmiechem.
- Zaskoczona? Niezbyt. Nie po opowieściach, jakie usłyszałam o twoich wizytach w mieście, Pani. Zastanawiam się jednak nad przyczyną dostąpienia takiego zaszczytu.
Alustriel zaśmiała się cicho.
- Umiesz kąsać pod fasadą uprzejmości. A jak słyszałam, również nie skrywając się za nią. A słyszałam to z naprawdę wiarygodnego źródła. Albo dwóch. – Alustriel puściła oko do drowki. – Przyczyna jest prosta. Nieczęsto mam okazję spotkać kogoś o twym pochodzeniu. I zawsze próbuję z niej skorzystać, jeśli mogę.
Sinzyne skłoniła lekko głowę, nie komentując wypowiedzi swego gościa.
- Zatem… jak podoba ci się Silverymoon, Sinzyne? – Alustriel przerwała ciszę, która zapadła na chwilę po jej ostatniej wypowiedzi.
Drowka uśmiechnęła się ponownie, starając się skryć lekkie rozbawienie, jakie najwyraźniej wywołało u niej to pytanie.
- Przypomina mi dawne Myth Drannor. To, co o nim czytałam. Zatem bynajmniej nie zawiodłam się na tym co zobaczyłam.
- Dużo chodziłaś po mieście?
Na ustach Sinzyne uśmiech zmienił się w uśmieszek. Złośliwy uśmieszek. Alustriel widząc to westchnęła, rozkładając bezradnie ręce i zaczynając się śmiać.
- Tak, wiem, że ty wiesz, że byłaś śledzona. Dostawałam interesujące raporty z twoich spacerów. Codziennie odwiedzałaś Świątynię Srebrzystych Gwiazd, co lekko zaskoczyło śledzące cię osoby. Nie oczekiwały od elfki regularnych odwiedzin w świątyni ludzkiego bóstwa. Nawet takiego jak Selûne.
Drowka nie przestała się uśmiechać, wciąż nieco złośliwie.
- Podejrzewam, że najwięcej zdziwienia budziła w nich prośba o śledzenie elfki?
- Owszem – Alustriel również się uśmiechała. – Ale prawdziwy szok wywołałaś w nich, oglądając się w ich stronę i machając do nich wesoło. Musiałaś?
Sinzyne uśmiechnęła się szeroko, szczerząc śnieżnobiałe ząbki.
- Nie mogłam się powstrzymać, Pani.
- Tak podejrzewałam. W każdym razie oprócz tego, najwyraźniej zwiedziałaś miasto bez większego celu, na posiłki wracając tutaj. Chodziłaś również razem  dziećmi, nie zostawiając ich nikomu, co jest zrozumiałe… - Alustriel przerwała, spoglądając na dziewczynkę, która przestała gaworzyć i wyraźnie przyglądała się jej z uwagą, unosząc kciuk do ust. – Co jest zrozumiałe, zwłaszcza spoglądając na tą małą uroczą istotkę. – Władczyni Silverymoon ponownie się uśmiechnęła. – Oraz obawy, jakie może budzić w niektórych.
Sinzyne odpowiedziała tylko skinięciem na oczywistą oczywistość.
- Oprócz tego, zainteresowana byłaś niektórymi rodzinami w Silverymoon. Zwłaszcza taką zwącą się… Le’tner? Ciekawa jestem czemu… Cóż, a teraz do rzeczy – Alustriel nie przestawała się uśmiechać. - Przybywając do Silverymoon pragnęłaś uczyć się i nauczać, czy tak?
Sinzyne przytaknęła.
- Co dokładnie miałaś na myśli?
Sinzyne spojrzała na pytającą, unosząc lekko brew.
- Zakładam, że to pytanie retoryczne, Pani?
- Nie, bynajmniej Sinzyne – Alustriel wciąż uśmiechała się lekko. – Powiedz proszę, co miałaś na myśli.
Sinzyne przewróciła oczami.
- Chciałam uczyć się i nauczać na Akademii Pani. Tyle.
- A czego pragnęłaś uczyć się i nauczać? I kogo? – Alustriel przekrzywiła lekko głowę.
- Zakładam – Sinzyne dmuchnięciem odrzuciła na bok kosmyk włosów który opadł jej na twarz, – że wiesz między innymi kogo pragnę nauczać. A czego? Tego co zwykle. Magii. I historii magii.
- Twoje przywiązanie do tej osoby przynosi ci chlubę – Alustriel uśmiechnęła się. - Dobrze, niebawem otrzymasz odpowiedź na swą prośbę. A tymczasem, chciałabym być mi opowiedziała coś o sobie. Chcę usłyszeć pewną historię. Opowiedz mi proszę jak… - tu Alustriel zaczęła szeptać coś cicho do ucha Sinzyne, chichocząc.
Sinzyne wysłuchała prośby Alustriel, uśmiechnęła się nieco złośliwie i skinęła głową. A potem zaczęła opowiadać…

0 comments: