Prolog
Był pogodny i ciepły wieczór w Aulos. Sierp księżyca w ostatniej kwadrze rozświetlał bruk i ściany budynków srebrzystym światłem. W mieście było ciszej niż zwykle. Ciszę przeplatały tylko okazjonalny krzyk morskiego ptaka, ciche okrzyki kurtyzan, kobiecy okrzyk bojowy barbarzyńców z Chulth, dochodzący od strony Rynny, delikatne uderzenia fal o nabrzeże doku, skrzyp drewna i olinowania zacumowanych okrętów, oraz okazjonalne marudzenie gnomofobofobicznego niezbyt-anonimowego-funkcjonariusza-UNG Herbinna.
Ambasador Evermeet Saeval Noirwen otrzepał rękawy po teleportacji z kontynentu, zadowolony z faktu, iż nie pomylił się tym razem przy rzuceniu tego zaklęcia. Kroczył cichym, pewnym krokiem w stronę wieży Konwentu, ciesząc się już na okazję sprawienia drobnej niespodzianki pewnej zarozumiałej nieco drowce. Nie obawiał się niczego, co mógł napotkać. W końcu niewiele istot na tej wyspie byłoby w stanie oprzeć się jego mocy… wkroczył w długi cień wieży, otworzył magiczny zamek i po chwili był w środku.
Rozejrzał się po głównym korytarzu Konwentu i z zadowoleniem spostrzegł światło dochodzące spod drzwi laboratorium. To mogła być tylko ona. Nikt inny w całej organizacji nie pracował z takim zapałem i nie był gotów siedzieć po nocach, byle tylko potwierdzić swoje teorie. Pewnym krokiem podszedł do drzwi, przekręcił gałkę, otwierając je cicho i… zamarł. Przed stołem laboratoryjnym stała młoda, niska i szczupła księżycowa elfka, ze zmarszczonym czołem przyglądając się bulgocącym retortom. Saeval z niedowierzaniem przetarł oczy. Leirelle Earisinenne, kapłanka Eilistraee, była ostatnia osoba, której by tu oczekiwał. Wszedł do pomieszczenia, odchrząkując cicho.
- Vedui’ arwen… - zaczął niepewnie.
Elfka spojrzała na niego, na jej delikatnej twarzyczce zagościła radość, jak również coś, co mogłoby być psotnym uśmiechem.
- Vedui’ heru en amin – odezwała się elfka melodyjnym, cichym, lecz przepełnionym pewnością siebie głosem. – Tak miło cię widzieć po tak długim okresie od naszego następnego spotkania – z niewiadomego powodu elfka mówiła we wspólnym. – Tak bardzo się stęskniłam… - dodała ciszej, podchodząc ku elfowi z wyciągniętymi ramionami.
Saeval zbaraniał, policzki mu pociemniały, uniósł ręce jakby chciał obronić się przed elfką. Bez powodzenia, gdyż tak szybko skróciła dystans między nimi, zarzucając mu ręce na szyje, przełamując jego wątłe protesty.
- Nie udawaj… - zamruczała cicho. – Pragniesz tego samego co ja.
Ostatnie słowa zostały wymruczane do ucha ambasadora. Ucha, które następnie zostało delikatnie skubnięte ząbkami elfki. Elf z trudem dochodził do siebie, zszokowany, starając się wyślizgnąć z uścisku dziewczyny, nie usłyszał zatem cichych kroków, które rozległy się za nim.
- Jestem, Leirelle. Przyniosłam to, o co prosiłaś i… - wchodząca do pomieszczenia szczupła i niska drowka, o srebrzysto-białych włosach, z dzwoneczkami na końcach cienkich warkoczyków, zamarła równie zaskoczona, jak wcześniej Saeval. – Dlaczego? – wydukała w końcu cicho, niepewnie.
Elfka zaśmiała się cicho, widząc minę drowki.
- Och, droga Sinzyne, nie udawaj… pragniesz tego tak jak ja. Ty, ja, on… czyż nie byłoby cudownie?
Mimo, iż skóra drowki była czarna niczym obsydian, widać było iż jej policzki pociemniały.
- Prosiłam cię, Leirelle… - rzekła drowka cichutko, ze smutkiem, kładąc nieświadomie dłoń na głowicy przypasanego miecza, z księżycowym kamieniem w rękojeści. – Nie czyń tak więcej.
Saeval, o którym kobiety najwyraźniej na chwilę zapomniały, wykorzystał okazję by wyślizgnąć się z uścisku Leirelle i spojrzeć w oczy Sinzyne, odchrząkując cicho.
- Melamin, to nie jest tak jak myślisz, ja… - oczy ambasadora powędrowały na chwilę do miecza u pasa drowki, potem z powrotem ku jej oczom, jego źrenice rozszerzyły się. – Sinzyne, czy… - spojrzał na elfkę, która wykrzywiła twarzyczkę w złośliwym uśmieszku.
- Mówiłam, że on się szybko domyśli, dalharil – stwierdziła elfka radośnie. – Ale niewątpliwie coś do ciebie czuje – zaśmiała się – ja poczułam to wyraźnie.
Saeval spojrzał na obie kobiety pobladły, jakby miał zaraz zasłabnąć.
- Czy któraś z was… nie. Czy możecie mi obie wyjaśnić co tutaj się dzieje?
Drowka westchnęła cicho, zamknęła drzwi spoglądając na ambasadora.
- To długa historia, heru en amin. Najlepiej, jeśli usiądziemy w ogrodzie i zacznę od początku.
Saeval tylko przytaknął, nie mając sił mówić czegokolwiek. Poszedł wraz z oboma kobietami do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie całą trójka zasiadła wygodnie w otoczeniu egzotycznych roślin.
- Zaczęło się to dekadzień temu, Saevalu… - zaczęła drowka – gdy razem podróżowałyśmy z Silwood, do Lasu Elfów…
Saeval słuchał i z każdym słowem jego źrenice rozszerzały się coraz bardziej. Powoli przestawał rozumieć cokolwiek.
cdn.