wtorek, 27 grudnia 2011

Silverymoon, cz. 4


1 Eleint 1378 RD
Srebrzyste światło księżyca w pełni oświetlało Silverymoon, nadając mu nieomal baśniowy wygląd. W Świątyni Srebrzystych Gwiazd blask ten padał na posąg Selûne sprawiając, iż marmurowy obraz bogini nieomal ożywiał. Arcykapłanka zaczęła śpiewać pierwsze słowa modlitwy.
Stojąca na uboczu elfka dołączyła się do śpiewu, mimo wszystko z fascynacją oglądając cały spektakl. Pierwszy raz uczestniczyła w obchodach pełni w tak wielkiej świątyni Selûne jak ta – i ku swemu zaskoczeniu poczuła w chwili modlitwy uniesienie, przeobrażające się nieomal w ekstazę.
- Nie oczekiwałam od ciebie aż takiej religijności… - usłyszała elfka szept w swoim uchu.
Zaskoczona obróciła się i spojrzała w oczy mówiącej – półelfki o nieomal całkowicie czarnych włosach. Nieomal, gdyż jej głowę przecinał szeroki kosmyk srebrzystych włosów. Elfka znała tą kobietę.
- Kyriani – powiedziała tylko, w jej głosie zaś zabrzmiało zaskoczenie.
- Rozumiem, że nie spodziewałaś się mnie tutaj Sin… Seansene? Może to i lepiej – półelfka uśmiechnęła się figlarnie.
- Rozumiem, że jesteś tutaj z mojego powodu? – chwilowe zaskoczenie elfki ustąpiło jej zwykłej, chłodnej logice, chociaż bez towarzyszącego jej zwykle złośliwego uśmieszku.
- Owszem. Niemniej nie przybyłam tutaj bynajmniej po to, by ci przeszkadzać w modlitwie. Chcę porozmawiać z tobą po nabożeństwie… ale dopiero po. – Półelfka wciągnęła nagle powietrze, spoglądając na ołtarz – tego nie oczekiwałam…
Elfka również spojrzała ponownie w stronę arcykapłanki i zamarła, gdyż scena przed nią w istocie była dla niej nowością. Z fascynacją spoglądała na arcykapłankę, polewającą ołtarz winem i mlekiem, po czym zaczynającą taniec, do którego dołączyły się również inne kapłanki i akolitki. Taniec i śpiew przyspieszały. Elfka poczuła, iż sama musi dołączyć do śpiewu i tańca…
Nie zauważyła nawet, kiedy kapłanki padły na ziemię z wyczerpania. Swojego upadku również nie zauważyła. To co zauważyła, to srebrzysty blask, jaki otoczył ołtarz – oraz ku jej zdziwieniu ją samą. Poczuła się nagle bezpieczna, jak nigdy. Jakby otoczyły ją kochające ramiona, których nigdy nie zaznała. Nie kochanka – to uczucie było jej znajome. To co poczuła, to dotyk kogoś, kto sprawił iż nadeszła na świat. Długą chwilę zajęło jej uzmysłowienie sobie owego nowego pojęcia. Dotyk matki.
Nie ona jedyna to poczuła – i zauważyła. Osoby stojące od niej odsunęły się. Nie w przestrachu, lecz z szacunkiem. Dostrzegła również poruszone spojrzenia kapłanek oraz akolitek. Nawet stojąca obok niej Kyriani przyglądała się jej z dziwnym… szacunkiem.
- To… błogosławiona noc, Siostry i Bracia… - po dłuższej chwili odezwała się arcykapłanka lekko niepewnym głosem. – To noc, w której Srebrzysta Pani wskazuje nam nową z sióstr w najbardziej nieoczekiwany sposób… - arcykapłanka wskazała na elfkę… na jej pierś. Elfka zniżyła wzrok.
Dopiero teraz dostrzegła, iż noszony na piersi amulet uległ przemianie. Nieoczekiwana przemiana sprawiła, iż stał się odzwierciedleniem symbolu Selûne – parą kobiecych oczu, otoczonych przez siedem srebrnych gwiazd. Parą elfich, szafirowych oczu.
- Bądź błogosławiona Ty, której Selûne okazała swą łaskę – rzekła arcykapłanka. Oblicze elfki pociemniało ku jej własnemu zdumieniu. Wciąż zaskoczona, Sinzyne spojrzała niepewnie na Kyriani, która uśmiechnęła się tylko tajemniczo i złożyła usta w słowa, które mogły brzmieć „musimy poważnie porozmawiać”.

środa, 16 lutego 2011




Yes, this is Tianjin, China.

About China

Current blog entry is in English, as it contains some thought and ideas, that I wanted to share with some of my english-speaking friends. Please, forgive me for any of my grammar - and other - mistakes :)

It has started in the October last year. As I was walking the streets of Tianjin, I was looking around, trying to find that what anyone expects, when he says “China”. I’ve seen none of it. The street was clean, full of shops, with a lot of people walking around with smiles on their faces. That was something, that wouldn’t be out of place in any city in Europe or US. In fact, if the people around me were Europeans, and the signs were made using latin alphabed, I wouldn’t even notice, I’m in Asia.
It was then, when I was started to think about – what does it really mean? Everyone expects China to be a totalitarian state, with no free press and no consideration for human rights. And they are most probably right. But what I’ve seen there were happy people, and a lot of them. And what is the most important in life – if not trying to reach happiness? And no matter how will your reach that goal – it is the goal that matters here.
Of course I know, that I was partially manipulated – I was invited to China to one of the richest cities in that country. GDP per capita in Tianjin may be as high as twice the GDP per capita in Poland. And there were darker sides of the city. I know, that organizers were trying to impress all the guests. I know we were not supposed to see anything they did not want us to see… but.
But no one tried to keep us confined to the hotels. We were allowed to visit any place in the city. I haven’t seen any additional shadows – and even if there were some, they could not foresee where we were heading.  And we could even take any taxi (if taxi drivers were able to understand where we wanted to go – and it was not always the case).
After a visit like that, you start to question yourself – is China really such an oppressive country? It definitely is not a North Korea. And while there still is some censorship (no YouTube, Blogspot and Facebook, I’m afraid - tested) – the changes in that country may go in the right direction. The main question is though – but the question here remains what is the right direction?
To be continued…

I am open to any comments and ideas about the above text. I will try to take them into account while writing the next entry :)